Ciąża bliźniacza to często dar podwójnego szczęścia. Podwójne kopnięcia, podwójne bicie serc na badaniach USG, podwójne imiona, ubranka, marzenia i plany. Ale czasami życie nie przestrzega naszych nadziei – i zamiast radości przynosi niewyobrażalny ból. Gdy w zaawansowanej ciąży jedno z dzieci umiera, a drugie przychodzi na świat, rodzic staje się jednocześnie mamą noworodka i rodzicem w żałobie.
Ciąża bliźniacza, choć coraz częstsza dzięki rozwojowi medycyny oraz technik wspomaganego rozrodu, nadal pozostaje ciążą wysokiego ryzyka. W przypadku tzw. „straty jednego z bliźniąt” w zaawansowanej ciąży mamy do czynienia z doświadczeniem, które znajduje się na styku narodzin i śmierci – w dosłownym sensie. Rodzice trzymają w ramionach jedno dziecko, a drugie chowają w trumnie.
Doświadczenie rozszczepionej żałoby i radości
Przyjęcie narodzin jednego dziecka w chwili, gdy drugie nie żyje, to emocjonalna sinusoida. Rodzice doświadczają sprzecznych emocji: szczęścia, że jedno dziecko przeżyło – i rozpaczy po utracie drugiego. W gabinecie terapeutycznym słyszę często: „Nie wiem, czy mogę się cieszyć”, „Czuję się winna, że się uśmiechnęłam, patrząc na maleństwo”.
„Każda łza radości z narodzin ma swój cień – łzę żalu po tym, kogo już nie będzie” – powiedziała jedna z moich pacjentek, która przeżyła właśnie taką stratę.
Badania wskazują, że matki po utracie jednego z bliźniąt często doświadczają nasilonego ryzyka depresji poporodowej, lęku uogólnionego, a także objawów zespołu stresu pourazowego (Coombe & Wiseman, 2020; Dall’Oglio et al., 2022). Ojcowie często pozostają w cieniu – próbują być „silni”, by wspierać partnerkę, nie pozwalając sobie na przeżycie własnej żałoby. Rodzice często mówią, że nie wiedzą, "jak powinni się czuć" – bo czują wszystko naraz: ulgę, radość, wściekłość, ból, winę.
Z perspektywy psychoterapeutycznej nazywamy to żałobą skomplikowaną. Wymaga szczególnego wsparcia, bo nie ma rytmu ani porządku. Jednocześnie trwa lęk o zdrowie żyjącego dziecka, zmęczenie po porodzie, fizyczna rekonwalescencja i żałoba po stracie bliźniaka.
Miejsce na grób i miejsce na łóżeczko
W realnym świecie, emocje przekładają się na konkretne decyzje:
- Czy mówić drugiemu dziecku, że miało brata lub siostrę?
- Czy pokazywać zdjęcia z porodu?
- Czy uczestniczyć w pogrzebie zaraz po porodzie?
- A może odłożyć żałobę na później?
Psychoterapia w takich sytuacjach nie polega jedynie na „przepracowaniu” żałoby. Jest próbą przywrócenia ciągłości doświadczenia. Pomaga znaleźć sposób na zintegrowanie dwóch rzeczywistości: tej życia i tej śmierci. W gabinecie często towarzyszę takim rodzicom w opowiadaniu ich historii – bo to właśnie narracja, powtarzana i układana na nowo, staje się drogą do zrozumienia i uzdrowienia.
„Czy mogę się cieszyć?” – pytanie o przyzwolenie
Wielu rodziców pyta:
- „Czy to w porządku, że się cieszę z tego dziecka, które żyje?”
- „Czy to źle, że myślę tylko o tym, które odeszło?”
Z psychologicznego punktu widzenia: każde uczucie ma swoje miejsce i prawo do bycia. Żałoba nie wyklucza radości, a radość – nie przekreśla żalu.
Kluczowe jest tu wsparcie otoczenia – empatyczne, niewartościujące. Nie chodzi o szybkie pocieszenie, ale o obecność. Zamiast mówić: „Masz jedno zdrowe dziecko, skup się na nim”, warto powiedzieć: „Widzę, że jesteś rozdarty między stratą a miłością. Jestem z tobą.”
Pustka po jednej stronie łóżeczka
Szczególnie trudne są chwile, gdy wszystko przygotowane było na dwoje dzieci. Dwa łóżeczka, podwójne imiona wpisane w plan porodu, bliźniacze kombinezony. Zostaje jedno. Drugie – odchodzi bez pożegnania.
Wielu rodziców prosi, by mogli zobaczyć, przytulić, nadać imię zmarłemu dziecku. To pomaga. Symboliczne pożegnanie – odcisk stópki, zdjęcie, pożegnalny list – bywa kluczowe dla dalszego procesu żałoby.
W Polsce nie ma zwyczaju przekazywania urny z prochami dziecka do domu (co może być możliwe w niektórych krajach zachodnich), ale wiele rodzin korzysta z prawa do symbolicznego pochówku.
Dziecko, które żyje – nosiciel pamięci
Dziecko, które przychodzi na świat, gdy jego brat lub siostra umiera, często dorasta w cieniu tej historii. W psychoterapii mówimy o tzw. dzieciach zastępczych (replacement children) – choć w tym przypadku to raczej dziecko ocalone, świadek niezawinionej tragedii.
Rodzice często zmagają się z lękiem o jego życie, z nadopiekuńczością, a czasem – nieświadomie – obarczają je zadaniem „przynoszenia sensu” w miejsce straty. Dlatego tak ważna jest świadoma, uważna praca nad granicami, emocjami i opowieścią, która będzie dla dziecka źródłem siły, a nie ciężarem.
Dwa życia, dwa rytmy – jedno serce matki
Psychiczna podróż kobiety po takiej stracie to mieszanka siły i kruchości. W jednej dłoni trzyma życie, które wymaga karmienia, przewijania, obecności. W drugiej – pamięć o kimś, kto miał być tu razem. Żałoba po dziecku nigdy się nie kończy – zmienia swój kształt.
Warto pozwolić sobie na obie emocje. Na łzy i na śmiech. Na zdjęcia żyjącego dziecka i rytuały żegnania drugiego. Na rozmowę z partnerem, ale też na indywidualne przeżywanie.
Psychoterapia: delikatna nić w procesie leczenia
Praca z rodzicami po utracie jednego z bliźniąt wymaga ogromnej delikatności. Terapia nie polega na „poradzeniu sobie”, ale na umożliwieniu doświadczenia – w bezpiecznym otoczeniu – całego wachlarza emocji. Używamy narzędzi z zakresu terapii traumy (EMDR, praca z ciałem), terapii żałoby, a także elementów podejścia narracyjnego.
Nie każda historia kończy się „pogodzeniem się” – ale każda może prowadzić do przyjęcia rzeczywistości i znalezienia w niej sensu. W psychoterapii nie pytamy: „Dlaczego to się stało?”, ale raczej: „Jak mogę z tym żyć?”
Dwie pary bucików
Rodzice czasem kupują dwa zestawy ubranek, dwa foteliki, dwa łóżeczka. Po porodzie – jedno z tych miejsc zostaje puste. Ale w sercu rodzica – to miejsce nigdy nie znika. Naszym zadaniem jako psychoterapeutów jest towarzyszenie w przejściu od pustki do pamięci. Od rozpaczy – do miłości, która nie umiera.



